|
DOWCIPY O WARIATACH
Dwóch wariatów bawi się
w sklep:
- Poproszę litr chleba.
- Co ty wygadujesz? Mówi się kilogram chleba. Chodź zamienimy
się miejscami.
- Poproszę kilogram chleba.
- A dzbanek pan ma?
* *
* * *
Dwóch wariatów kupiło
sobie kotki. Bawili się nimi fajnie, dopóki nie natrafili na
problem, który kotek jest czyj. Pierwszy wymyślił, ze swojemu
kotu utnie ogonek. Bawią się dalej, ale drugiemu spodobał się
kotek bez ogonka. Uciął więc swojemu ogonek i zaczęli myśleć,
co zrobić, żeby je znowu móc rozpoznać. Więc pierwszy uciął
swojemu przednia nóżkę. Bawili się jakiś czas, ale drugiemu
spodobał się kotek bez nóżki, więc swojemu także uciął.
Cały problem zaczął się więc od nowa. Po pewnym czasie
pierwszy wariat wymyślił, ze utnie swojemu kotu druga z
przednich nóżek. Drugiemu wariatowi spodobało się jednak,
jak fajnie czołga się kotek tego pierwszego, więc swojemu tez
uciął druga z przednich nóżek. Po pewnym czasie pierwszy
wariat, chcąc wyróżnić swojego kotka, uciął mu dwie tylnie
nóżki. Kadłubek jego kotka tak się fajnie poruszał, ze
drugiemu wariatowi oczywiście się to spodobało, i ze swojego
kotka tez zrobił kadłubka. I teraz zaczął się już poważny
problem, jak rozpoznać, który kotek jest czyj. Myślą, myślą,
myślą, i w końcu jeden mówi:
- Wiesz, to ja wezmę białego, a ty czarnego...
* *
* * *
Dwóch wariatów uciekło
w nocy z wariatkowa i dochodzą do rzeki bez mostu...
- Co tu zrobić? - mówi jeden.
- Wiem! Ja zapale latarkę tak żeby światło było nad woda.
Wtedy ty przejdziesz po świetle na druga stronę...
- Eeeeeeee tam, ale ty jesteś pier*.*niety!... Ty zgasisz
latarkę a ja spadnę!
* *
* * *
Idzie trzech wariatów po
torach kolejowych
- O jakie te schody płaskie
- O jaka ta poręcz niska
- Nie przejmujcie się, winda już jedzie!
* *
* * *
O północy dzwoni wariat
do wariata:
- Czy to numer 555 555?
- Nie, to numer 55 55 55.
- A, to przepraszam, że Pana obudziłem.
- Nie szkodzi, i tak musiałem wstać, bo ktoś dzwonił...
* *
* * *
Po północy jeden z
lokatorów dobija się do drzwi sąsiada:
- Panie przestań pan wreszcie grac na tej cholernej trąbce bo
zwariuje!
- Za późno. Przestałem grac pół godziny temu.
* *
* * *
Przychodzi facet do
psychiatry i upiera się ze umie łatać. Psychiatra mu oczywiście
nie wierzy ale klient się upiera ze umie łatać... na to
psychiatra już zdenerwowany otwiera okno i każe facetowi łatać.
Facet bierze rozbieg, wylatuje. Robi parę kolek i wraca do
gabinetu.
Lekarz zachwycony pyta się czy on tez mógłby tak połatać.
Na co facet, ze i owszem tylko trzeba szybko machać rękami.
Lekarz wyskakuje i się oczywiście zabija. Na co facet:
- Jak na anioła stróża to ze mnie niezły kawał sku*.*
* *
* * *
Psychiatra do pacjenta
zatwardziałego kryminalisty:
- Opowiem panu początek historii a pan ja dokończy.
- Dziad i baba posadzili rzepkę...?
- A Rzepka odsiedział swoje i załatwił i dziada i babę.
* *
* * *
Raz jeden głupi pisał
list. Pyta go drugi głupi:
- Do kogo ten list?
- Do mnie.
- A co tam piszesz?
- Nie wiem, bo go jeszcze nie otrzymałem.
* *
* * *
W szpitalu
psychiatrycznym lekarz siedzi przy łóżku nowego pacjenta i
pyta:
- Jak się nazywacie?
- Jak to, nie wie pan? Jestem Napoleon Bonaparte.
- Tak? A kto panu to powiedział?
- Pan Bóg.
Na to odzywa się glos z sąsiedniego łóżka:
- On kłamie. Nic mu takiego nie mówiłem.
* *
* * *
W szpitalu
psychiatrycznym lekarze sprawdzają, który z pacjentów jest już
zdrowy. Każą wszystkim skakać do pustego basenu. Wszyscy
skoczyli, tylko jeden stoi na brzegu.
- A ty? Dlaczego nie skaczesz? - pyta jeden z lekarzy.
- Nie umiem pływać. Chciałby pan, żebym się utopił?
* *
* * *
W środku nocy
zdenerwowany mężczyzna dobija się do drzwi portierni szpitala
psychiatrycznego:
- Proszę mnie wpuścić, oszalałem, potrzebuję
natychmiastowej pomocy lekarskiej!
- Co?! Teraz?! W środku nocy?! - denerwuje się zaspany portier
- Pan chyba zwariował!
|