|
HRABIA
Hrabia, słynny gawędziarz,
opowiada wśród grona przyjaciół jedną ze swoich licznych
przygód.
- Sarna, którą upolowałem była wielka i ciężka, wokół
nikogo nie było, więc musiałem sam sobie z nią poradzić.
Zarzuciłem jedna nogę sarny na lewe ramię, druga na prawe...
W tym momencie hrabia został odwołany przez służącego do
pilnego telefonu. Po chwili wraca i pyta:
- Na czym to ja skończyłem?
- Jedna noga na prawe ramię, druga noga na lewe ramię... -
podpowiada chór przyjaciół.
- A, już wiem - przypomina sobie hrabia - ach te Rosjanki, cóż
to były za kobiety!!!
* *
* * *
Przyjechała Hrabina, no
i Hrabia postanowił zrobić małe BARA-BARA.
Przygotował kolację, zrobił nastrój i dzięki udanym
zagrywkom taktycznym wylądowali w łóżku. Jan stanął z
kandelabrem (dla takich co nie wiedza to taki świecznik na
patyku :-)), a Hrabia pracuje. Pracuje, pracuje, ale Hrabina kręci
nosem, że robi to nie tak jak trzeba. Rozeźlił się Hrabia i
kombinuje inaczej. Ale Hrabinie to też nie w smak. W końcu
Hrabia się wściekł. Wstaje i bierze kandelabr od Jana i każe
Janowi zadowolić Hrabinę. Jan wskakuje i już po chwili
Hrabina jęczy z rozkoszy. Na co Hrabia:
- Widzisz, durniu, jak trzeba trzymać kandelabr?! Widzisz?!
* *
* * *
Podczas gry hrabiego na
fortepianie wchodzi lokaj i mówi:
- Jak pan hrabia ślicznie gra! (z entuzjazmem)
- Eee tak se tylko popier**lam.
- Jak pan hrabia się brzydko wyraża! (z oburzeniem)
- Ale za to ślicznie gram!!!
* *
* * *
H: Janie... czy cytryna
ma nóżki?
J: Nie panie...
H: O cholera, znowu wycisnąłem kanarka do herbaty...
* *
* * *
Leży hrabia z hrabiną w
łóżku. Nagle dzwoni na Jana:
- Janie, podaj mi prezerwatywę!
Jan przynosi prezerwatywę na złotej tacy i podaje hrabiemu.
Ten:
- Nie te, durniu! Te z herbem!
* *
* * *
Hrabia puka do drzwi
Hrabiny:
- Hrabino azaliż mogę wejść?
Hrabina na to:
- A wejdź, a zaliż!
* *
* * *
Hrabia i Hrabina spędzają
noc poślubną. Nad ranem zniesmaczony Hrabia zacina się w
palec i skrapia prześcieradło ze słowy:
- Niech chociaż pozory będą...
Hrabina równie zniesmaczona wysmarkała się w prześcieradło
i powiedziała:
- Masz rację, Hrabio.
* *
* * *
- Janie! Wytrzyj kurze!
- Tak jest, jaśnie panie. Której?
* *
* * *
Wchodzi hrabia do pokoju.
Patrzy, a tam wielka kupa. Woła:
- Janie!
- Ja też nie!
* *
* * *
Hrabina do spotkanego na
ulicy żebraka:
- Biedny człowieku, masz tu pół funta. Mój Boże, to musi być
straszne być bezdomnym nędzarzem! Ale chyba jeszcze gorzej być
ślepcem!
- Ma pani rację. Kiedy byłem ślepcem, ludzie zawsze rzucali
mi fałszywe monety.
* *
* * *
Hrabia został
ambasadorem Polski w Londynie. Dwa lata później baronowa pyta
go:
- Czy dużo trudności sprawia panu hrabiemu język angielski?
- Mnie - nie. Anglikom - tak.
* *
* * *
Hrabia:
- Janie, czy u nas w ubikacji są dwa sznurki, czy jeden ?
- Jeden.
- W takim razie znowu załatwiłem się pod zegarem.
* *
* * *
Hrabia wraca wcześniej z
polowania. Jan staje na drodze do sypialni:
J: Panie hrabio, nie wolno! Pani hrabina przyjmuje kochanka.
H: Szabli!!
Porwał szable ze ściany i wbiegł do sypialni. Słychać
okrzyk. Po chwili hrabia się wychyla:
H: Janie, dla pana wacik, a dla pani korkociąg.
* *
* * *
Hrabia ma jechać na wojnę.
- Janie, masz tu klucz do pasa cnoty hrabiny. Pilnuj klucza i
hrabiny!
- Dobrze hrabio.
Hrabia pojechał. Po dziesięciu minutach dogania go Jan:
- Hrabio, nie pasuje!
* *
* * *
Hrabia z Janem pojechali
na polowanie. Po drodze na rozgrzewkę wypili strzemiennego.
Widzą jelenia. Hrabia wypalił i nie trafił. No to wypili
jeszcze raz. Znów widzą jelenia. Hrabia znów wypalił i nie
trafił. Znowu wypili. Jada dalej i widzą jelenia.
- Hrabio, może teraz ja spróbuję? - Dobrze Janie.
Jan strzelił i jeleń padł. - Jak to zrobiłeś? - Trzeba
celować w środek stada.
* *
* * *
Tym razem inny, młody,
przystojny hrabia tańczy na balu. Wszystkie arystokratki niemal
mdleją na jego widok, każda chciałaby choć raz z nim zatańczyć.
Tańczą więc i tańczą, a hrabia cały czas milczy. W końcu
jedna tancerka pyta się hrabiego:
- Czemu hrabia taki milczący?
A on na to:
- Ch*j, ale fajnie tańczę! :))
* *
* * *
- Janie - mówi hrabina
do lokaja - hrabiego boli gardło. Proszę mu ukręcić ze dwa
jajka...
- AAAAuuuuaaaa!
* *
* * *
Hrabia czyta gazetę.
- Janie, czy tramwaje jeżdżą po dachach?
- No nie panie hrabio, tramwaje jeżdżą po szynach na ziemi.
- No to dlaczego tutaj napisali, ze tramwaj zabił kominiarza?
* *
* * *
- Janie, w nocy miałem
przypadkowy wytrysk nasienia!
- Już zmieniam prześcieradło...
- Baldachim, idioto!!
* *
* * *
- Janie!
- Słucham Pana.
- Czy możesz przysunąć tu fortepian?
- Tak, Panie. Będzie Pan grał?
- Nie, ale zostawiłem tam cygaro.
* *
* * *
Rankiem, po hucznej
zabawie:
- Janie!
- Tak?
- Czy u mnie w samochodzie drzwi otwierają się do góry?
- Nie...
- Cholera, znów przywieźli mnie w bagażniku...
* *
* * *
Hrabia po dłuższym
pobycie za granica wraca do swoich posiadłości. Na dworcu
czeka na niego zaprzęg koni i wierny sługa Jan.
- No i cóż tam zdarzyło się we dworze podczas mojej
nieobecności, Janie?
- Nic takiego panie... no może tylko to, ze Zaorek zdechł.
- Zaorek ?! Mój ulubiony pies? Jak to się stało?
- Ano nażarł się końskiej padliny, to i zdechł.
- A skąd we dworze końska padlina?
- Konie się poparzyły, to zdechły.
- Jak to konie się poparzyły ??... Od czego?
- Od ognia, panie, jak się stajnia paliła.
- A kto podpalił stajnie?
- Nikt, od płonącego dworu się zajęła.
- Na miłość boska, to i dwór spłonął? Jakim sposobem?
- Ano po prostu. Przy trumnie z miłościwa panią hrabianka stały
świeczki no i jedna się przewróciła...
* *
* * *
Hrabia do Jana:
- Janie, idź podlej kwiaty w ogrodzie.
- Ale przecież pada deszcz.
- To weź parasol.
* *
* * *
- Janie, podaj strzelbę!
- Jaśnie Pan będzie polował?
- Głupcze! Zmieniam służbę!
* *
* * *
Przy stole:
- Tak, tak, hrabino! Mam hemoroidy!...
- Oh, hrabio! W istocie?!...
- Nie, hrabino! W dupie!...
* *
* * *
- Czy hrabianka zatańczy?
- Niestety, mam pypcia...
- Ach, w rzeczy samej..
- Nie, tuż obok!
* *
* * *
- Janie!
- Tak, Panie?
- Kto wysiusiał na śniegu: Wesołego Alleluja Panu Hrabiemu?
- Ja, Panie.
- Przecież nie umiesz pisać!
- Ale Pani Hrabina trzymała pióro...
* *
* * *
Hrabia po dłuższym
pobycie za granica wraca do swoich posiadłości. Na dworcu
czeka na niego zaprzęg koni i wierny sługa Jan.
- No i cóż tam zdarzyło się nowego we dworze podczas mojej
nieobecności, Janie?
- Nic nowego, Jaśnie Panie... No może tylko to, że Azorek
zdechł.
- Azorek?! Mój ulubiony pies? Jak to się stało?
- Ano nażarł się końskiej padliny, to i zdechł.
- A skąd we dworze końska padlina?
- Konie się poparzyły, to zdechły.
- Jak to konie się poparzyły???... Od czego?
- Od ognia, Panie, jak się stajnia paliła.
- A kto podpalił stajnię?
- Nikt, od płonącego dworu się zajęła.
- Na miłość boska, to i dwór spłonął? Jakim sposobem?
- Ano po prostu. Świeczka przy trumnie teścia Pana hrabiego się
przewróciła i firany się zajęły.
- Och! A czemu mój teść umarł?
- Bo Jaśnie Pani uciekła z tym oficerem, co się z nim od
trzech lat spotykała.
- Spotykała się od trzech lat?! To przecież nic nowego!
- Właśnie mówiłem, Jaśnie Panie, że nie zdarzyło się nic
nowego.
* *
* * *
- Janie, drzwi do windy
otwiera się w prawo czy w lewo?
- W prawo, panie hrabio.
- O cholera, znowu zjechałem na dół zsypem.
|