|
DOWCIPY O BACY
Baca
rozwodzi się z gaździną. Odbywa się rozprawa w sadzie. Sędzia
pyta się Gazdy:
- Powiedzcie, Gazdo, dlaczego chcecie się rozwieść z ta gaździną,
przecież żyjecie razem już 20 lat, w czym Wam ona zawiniła?
Gazda na to odpowiada:
- A bo Panie sędzio, ona mi seksualnie nie odpowiada.
Na to w końcu sali podnosi się ze swojego miejsca juhas i woła:
- Głupoty, Gazdo, gadacie! Całej wsi odpowiada, a Wam nie!
*
* * * *
Juhas
widzi bacę prowadzącego duże stado owiec.
- Dokąd je prowadzicie?
- Do domu. Będę je hodował.
- Przecie nie macie obory, ani zagrody! Gdzie będziecie je
trzymać?
- W mojej izbie.
- Toż to straszny smród.
- Cóż, będą się musiały przyzwyczaić.
*
* * * *
Wraca
gaździna pociągiem z jarmarku i pyta siedzącego z nią w
przedziale pasażera:
- Proszę pana, czy w Zimnej Wodzie staje?
- Mnie nie!
*
* * * *
W
Tatrach na hali opala się naga blondyna. Raczej śpi, albo jest
mocno zamyślona. Przechodzący turysta zgorszony widokiem
nagiego damskiego łona przykrywa je swoim kapeluszem!.
Przychodzi Baca, patrzy i mówi:
- O Jezusicku! Wciągnęło faceta!
*
* * * *
-
Staro, obrucilabys się ku mnie.
- Kces mnie, mój chlopecku?
- Nie, ino puscos baki.
*
* * * *
Góral
wraca z dwuletniej służby w wojsku. Żona Jagna ciągnie go
zaraz do sypialni. On sprzeciwia się i wyprowadza ja na spacer.
- Widzisz Jagna to piękne błękitne niebo?
- No widzę! ChodŹ do sypialni.
- A widzisz te piękne wzgórza?
- Widzę, no chodŹ już!
- A widzisz te piękne łąki?
- No widzę widzę! No chodŹ do ...
- No to patrz i patrz, bo teraz będziesz przez miesiąc ino
sufit oglądała.
*
* * * *
W
górskiej chacie pod Gubałówką wielka uroczystość. Jan Gąsienica
kończy sto lat.
Zjechali się reporterzy, naczelnik miasta, wręczono medal i
dyplom.
Wszyscy trzęsącego się ze starości pomarszczonego Gąsienice
pytają, jak dożył tak sędziwego wieku.
- Zwyczajnie, nie pilech, nie palilech, za dziewkami nie
gonilech...
W tym momencie przerywa mu straszny hałas.
- Nie przejmujta się - mówi Gąsienica - to tylko mój starszy
brat, cała noc pil gorzałę, to mu się chce teraz ganiać za
dupami.
*
* * * *
-
Czy to prawda baco, ze tutejsi ludzie nie lubią przybyszów z
nizin? - pyta turysta górala.
- A bo ja to wim... Widzicie panocku ten cmyntoz?
- Widzę...
- Tu leżą ci, co przyszli na zabawę bez zaproszenia...
*
* * * *
Baca
rozmawia z turysta:
- Zabiłem wczoraj 10 cmów - mówi baca.
- Ciem - poprawia turysta.
- Kapciem.
*
* * * *
Komisja
w Poroninie pyta górala, czy znal Lenina.
- Powiedzcie gazdo czy znaliście wodza rewolucji?
- Ni, ale uratowolek mu życie.
- !???!! Jak to uratowaliście mu życie?
- Ano idę jo rano, na grań, a tu jakisik panocek siedzi na pieńku
nad przepascia i cosik pisze. Wracom pode wieczór i ten som
panocek siedzi i cosik rysuje.
- No to w jaki sposób uratowaliście życie Leninowi.
- Ano przeca, moglek go zepchnonc w ta przepaść, ale nie
zepchnąłem ... no i tak uratowolek mu życie.
*
* * * *
Przyjechał
turysta w góry. Nocuje u bacy. Rano baca pyta:
- Czy wy w nocy nic ze sobą nie robicie, ze się światło cały
czas pali?...
- Baco, przy świetle to dopiero przyjemność!
Na drugi dzień turysta pyta bace:
- No i jak, lepiej przy świetle?
- Lepiej, lepiej - i ile dzieci miały uciechy!
*
* * * *
Płacze
zgwałcona Maryna, podchodzi baca :
- Czemu płaczesz Maryna ?
- Oj zgwałcili mnie zgwałcili !
- A o pomoc wołałaś ?
- Oj wołałam wołałam ?
- I nikt nie przyszedł ?
- Nikt nie przyszedł !
- A ku wierchom wołałaś ?
- Oj wołałam wołałam ?
- I nikt nie przyszedł ?
- Nikt nie przyszedł !
- A ku lasowi wołałaś ?
- Oj wołałam wołałam ?
- I nikt nie przyszedł ?
- Nikt nie przyszedł !
- Nikt nie przyszedł ?
- Nikt, nikt nie przyszedł ?
- To i ja sobie ulżę !
*
* * * *
Siedzi
baca na przyzbie, podchodzi turysta:
- Co robicie baco?
- A tak sobie siedzę i myślę.
- A to wy zawsze tak ?
- Nie, ino jak mam czas.
- A jak nie macie czasu ?
- To sobie ino siedzę.
*
* * * *
Przychodzi
baca do kolegi chirurga i mówi:
- Wiesz Kazik pomóż, mam brzydką żonę ! WeŹ ty jej zrób
jakąś operację !
- Ja nie dam rady, ale pogadam z doktorami w Krakowie może się
da, ale to będzie kosztować z jakieś dziesięć tysięcy.
Spotykają się po dwóch tygodniach. Mówi lekarz Kazik:
- Tak jak mówiłem, da się załatwić, ino dziesięć patyków
przynieś.
- A wiesz Kazik, już nie trzeba, gajowy zgodził się za pięć
stówek odstrzelić.
*
* * * *
Autostopowiczka
zatrzymuje samochód na drodze z Poronina do Zakopanego. Samochód
zjeżdża na pobocze i szofer odkręca okienko.
Autostopowiczka wsadza głowę do środka, a wtedy kierowca
podkręca szybko okienko, wychodzi drugą stroną, zadziera
kieckę i rżnie
rzeczoną autostopowiczkę, poczem odkręca okienko i odjeżdża.
Wtedy zza drzewa wychodzi góral i rzecze:
- Auto, jak auto, ale takie drzwi to se muszę kupić.
*
* * * *
Siedzą
dwie Góralki na płocie i plotkują, plotkują po czym jedna mówi
do drugiej :
- Oj Maryna trza mi Cię będzie pożegnać, widzę idzie Franek
z kwiatami trza mu będzie dupy dać !
- A co to u was flakona ni ma ?
*
* * * *
Dialog
Góralek
- Wiesz Maryna dupcyłam się z inteligentem !
- No i jak było ?
- Ty wiesz On miał PENISA !
- Ooo !, a co to takiego ?
- Taki chuj, ino giętki !
*
* * * *
Siedzi
baca nad rzeką i się onanizuje. Podchodzi turysta i się pyta:
- Baco co wy robicie ?
Na to baca:
- Jak to co ? Wysyłam dzieci nad morze.
*
* * * *
Baca
znalazł broszurkę, jak odzwyczaić się od jedzenia przez
tydzień. Pierwszego dnia miał zamiast posiłków pić po 1/2
szklanki wody. Drugiego po 1 szklance itd. (skrót myślowy). Siódmego
dnia półprzytomny z głodu miał wykonać ostatnie polecenie -
wysrać się. Poszedł więc za chałupę, kucnął, natężył
się i nic. (z pustego to i Salomon...) Siedzi, siedzi, aż
nagle słyszy jakieś odgłosy jedzenia. Patrzy, a tu mu dupa się
pasie!
*
* * * *
Idzie
sobie turysta polaną w górach i widzi bacę. A baca pasie
sobie owce.
Czarne i białe. No i turysta się go pyta:
- Baco.. Ile mleka dają te owce?
- Ano białe czy czorne?
- No wszystkie.
- Białe dwa litry..
- A czarne?
- Ino tyż dwa litry.
- A ile trawy jedzą?
- Białe czy czorne?
- No wszystkie..
- Białe trzy kilo.
- A czarne?
- Tyż trzy kilo.
Rozmawiają tak z piętnaście minut i okazuje się że białe
owce nie różnią się niczym innym niż kolor wełny. Wreszcie
zdenerwowany turysta pyta się jeszcze raz:
- No to czemu baco je tak rozróżniacie?
- Ano białe owce są moje.
- A czarne czyje?
- Ano tyż moje.
*
* * * *
Obchodzona
była właśnie Setna Rocznica Urodzin Lenina ( SRUL ). ZnaleŹli
tedy i bacę starego z Poronina, co to Lenina pamiętał, i
poprosili go, co by opowiedział im coś o spotkaniu z Leninem,
jaki to Lenin był miły, i dobroduszny. Siadł tedy Baca na
rogu chałupy, i powiada:
- Pamiętam była wiosna, topniały śniegi, świeciło ślicznie
słoneczko. Towarzysz Lenin postanowił się ogolić. Wyszedł
tedy na ganek z miednicą, mydłem, pędzlem. Ledwo sobie
namydlił pysk podbiegł do niego mały chłopczyk. Popatrzył
na towarzysza Lenina i zawołał : " Towarzyszu Lenin, łysiejecie
! ".
Towarzysz Lenin uśmiechnął się, ... a mógł przypierdolić
!
*
* * * *
Wieczorem
przychodzi baca do I sekretarza gminnej POP i mówi, że chce
koniecznie zapisać się do partii. Sekretarz, że trzeba pół
roku próby. Na to baca:
- Albo mnie tyrozki zapisecie, albo nie chcę w ogóle.
- Ależ baco, powiedzcie, chociaż dlaczego.
- Jok mnie zopisecie to powim.
- Ale baco, nie mogę was zapisać, skoro nie znam nawet
motywacji.
Po godzinnej konwersacji w tym stylu sekretarz skapitulował i
zapisał bacę do partii.
- No to powiedzcie baco teraz, dlaczego tak nagle zachciało wam
się do partii?
- No, tera powim. Psychodzą jo do chołupy i wchodzą do
swojego pokoju a tam widzę, moja żona w moim łóżku z
kochankiem. No to posedł jo do kuchni, golnął se kielicha i
posedł do drugiego pokoju, a tam widzą córka w łóżku z
gachem. No to wrócił jo do kuchni, golnął se drugiego
kielicha i se powidzioł: JO WOM KURWY WSTYDU NAROBIĘ!
*
* * * *
Baca
wydłubał sobie oczy, powiesił je na drzewie i powiedział:
- Oczywiście.
*
* * * *
Góral
stanął przed sadem oskarżony o pobicie.
- Oskarżony twierdzi, ze uderzył poszkodowanego jeden raz
zwinięta gazetą?
- Ano tak - zgadza się góral.
- I od tego ciosu gazeta poszkodowany doznał wstrząsu mózgu?
- Skoro tak dochtor powiedział...
- W takim razie co było w gazecie?
- Nie wiem, nie czytałem.
*
* * * *
Idzie
baca przez połoniny i widzi jak turysta robi pompki dla
zdrowia. Stanął i kiwa głową z podziwem.
- Rożne ja wiatry widziałem, ale żeby babę spod chłopa
wywiało...?
*
* * * *
Sąsiad
mówi do bacy:
- Baco, tam za stodołą na waszych deskach chłopaki gwałcą
wasza córkę.
Baca przerażony biegnie natychmiast za stodole, po chwili wraca
uśmiechnięty i mówi:
- Aaaaa.... wiedziolem, ze żartowałeś, to wcale nie moje
deski.
*
* * * *
¦piewa
juhas na hali. Baca nie może wytrzymać i woła:
- Czego się drzes?!!
- Dyć to nie dżez, to folklor!
*
* * * *
Idą
Antek i Francek przez las. Zobaczyli kamień, na którym było
napisane:
- Jeśli mocie ludzkie serce, to mnie obróćcie...".
Nasapali się więc porządnie, a zaś na drugiej stronie było
napisane:
"Piknie wom dziękuje, bo mi się bok odleżoł...".
*
* * * *
Siedzi
Baca na drzewie i piłuje gałąź, na której siedzi,
przechodzi turysta:
- Baco spadniecie!
- Ni, nie spadnę!
- Spadniecie!
- Ni!
- No mowie wam ze spadniecie !
- Eeee, ni spadnę!
Nie przekonawszy bacy Turysta poszedł dalej. Baca piłował, piłował
aż spadł. Pozbierawszy się popatrzył za znikającym w oddali
turystą i rzekł:
- Prorok jaki, czy co ?
*
* * * *
Przechodzący
turysta przystaje i mówi:
- Baco! We wsi powiadają, ze Baca ma zdolności parapsychiczne!
Na to Baca:
- A glupoty gadaja!
Na to turysta odchodzi w swoja stronę. Baca, dalej wisząc na
drzewie puszcza gałąź, na której wisiał i przewraca ze
spokojem kartkę, wisząc w powietrzu.
- Oj, pieprzą głupoty w tej wsi, oj pieprzą!
*
* * * *
-
Baco, czym zabiliście sąsiada?
- A syneczką, Wysoki Sadzie...
- Wieprzową czy wolową?
- Kolejową...
*
* * * *
Na
drodze z Kościeliska do Zakopanego stoi góral i łapie okazje.
Zatrzymuje się jakieś auto, baca wyciąga ciupagę, i rzecze
do kierowcy:
- Lonanizuj się pan!
Osłupiały kierowca posłusznie acz niechętnie posłuchał
rozkazu bacy, gdy skończył usłyszał znów te sama komendę:
- Lonanizuj się pan!
Cóż ... wyboru wielkiego nie miał. Nie miał tez wyboru gdy
usłyszał kolejną komendę:
- Lonanizuj się pan!
Gdy skończył baca znów to samo:
- Lonanizuj się pan!
Próbował tedy biedny turysta po raz kolejny ale nic z tego nie
wychodziło, glos bacy naglił jednak nieubłaganie:
- Lonanizuj się pan!
- Lonanizuj się pan!
- Lonanizuj się pan!
I kiedy baca już widział, ze kierowca nie da już naprawdę
rady spokojnym głosem rzekł do stojącej obok gaździny:
- Siadaj Maryna, pan cię do Zakopanego zawiezie!
*
* * * *
Baca
zatrudnił się w kopalni. Już pierwszego dnia miał pecha, bo
wpadł do starego, zapomnianego szybu. Zbiegli się koledzy i mówią:
- Franek, jesteś tam?
- Jo.
- Nic ci się nie stało?
- Ni.
- To wyła? stamtąd.
- Kaj nie mogę, bo jeszcze lecę...
*
* * * *
-
Wojtek, wyście taki mondrala, wsytko prawie wicie, to powidzcie
wiela jest prowd?
Gazda na to:
- Jo znom jino trzy. Piyrso to świynto prowda, drugo tyż
prowda, i trzecio gówno prowda.
*
* * * *
Siedzi
Baca razem ze skoczkami narciarskimi i wysłuchuje ich opowieści.
Pierwszy skoczek chwali się, że skoczył na odległość 100
metrów, drugi, że pobił rekord skoczni. Na to Baca mówi:
- Jak ja skoczyłem z tej skoczni to lecę, lecę, patrzę,
mijam koniec wybiegu, tam gdzie zatrzymują się inni, mijam
Zakopane, mijam Gubałówkę, a tu jak halny nie powieje i wróciło
mnie na 30. metr.
*
* * * *
Siedzi
baca w zimie na zboczu i się przygląda jak turyści z Niemiec
zjeżdżają na nartach. Nagle widzi, jak jedna babkę wyrzuciło
na pagórku, że aż wpadła głową w zaspę. Ino jej tylko tyłek
wystaje. Baca długo nie namyślając się zaszedł od tylu i
zaczyna dupczyć.
Nagle słysz, jak ta jęczy:
- Ja gut, ja gut!
Baca na to:
- A skąd ja ci ku**o w zimie jagód wezmę!
*
* * * *
Podczas
wizyty prezydent USA zwiedza z Gierkiem Zakopane. Nagle slysza
krzyk i płacz kobiety. Patrzą - a gazda za chałupą grzmoci
żonę. Prezydent pyta go dlaczego tak się znęca nad kobieta.
Gazda mówi:
- Chciała mieć fiata - kupiłem. Chciała mercedesa - kupiłem.
Ale teraz jej się helikopterem zachciało latać. Nie kupie, bo
tu góry i jeszcze mi się baba zabije!
Prezydent pokiwał ze zrozumieniem, ale Gierek wziął gazdę na
stronę i pyta:
- Gazdo, a tak naprawdę o co poszło?
- Przeca nie powiem obcemu, ze mi bzdziagwa bony na cukier zgubiła.
*
* * * *
-
Baco napisaliście donos!
- Ni, do wos nie pisolem.
*
* * * *
Do
bacy przychodzi chłopak z dziewczyna i chcą wynająć jakiś
pokój na noc. Baca na początku nie chce, mówi ze miejsc już
nie ma i w ogóle ale w końcu zgadza się ulokować ich na
strychu. Wieczorem przychodzi spytać czy aby nie są głodni, a
oni mu ze strychu:
- Nie baco, my żywimy się owocami miłości.
Baca:
- No dobra, dobra, tylko nie rzucajcie tych skorek bo mi się gęsi
podławią.
*
* * * *
Wywiad
z bacą:
- Baco, jak wygląda wasz dzień pracy?
- Rano wyprowadzam owce, wyciągam flaszkę i pije...
- Baco, ten wywiad będą czytać dzieci. Zamiast flaszka mówcie
książka.
- Dobra. Rano wyprowadzam owce, wyciągam książkę i czytam. W
południe przychodzi Jędrek ze swoja książką i razem czytamy
jego książkę. Popołudniu idziemy do księgarni i kupujemy
dwie książki, które czytamy do wieczora. Wieczorem idziemy do
Franka i czytamy jego rękopisy.
*
* * * *
Do
"Pewex"-u przyszedł z wiaderkiem góral:
- Pani, han co to za flaska ?
- Francuski koniak.
- Loć!
- Proszę bardzo.
- A hanta flasysia piykno mi się widzi.
- To jest najlepsze wino portugalskie 'Porto'.
- Loć. A hanta ?
- Polski spirytus.
- Dużo loć. Za to sycko kielo placem ?
- Dwieście pięćdziesiąt dolarów.
- Wyloć!
*
* * * *
Baca
dobiera się do gaździny. W pewnym momencie gaździna mówi:
- Baco, gniewom się
- A o co się gniewocie gazdzino?
- Ja nie mowie ze się gniewom ino ze się wom chuj gnie!
*
* * * *
Baca
łapie okazje na drodze, wreszcie udaje mu się złapać przejeżdżającego
Mercedesa. Wsiada i jada, ale po kilku kilometrach jakoś tak
nudno się zrobiło, wiec baca się pyta :
- A co to panocku, za znaczek z psodu ?
- To ? To taki celownik, jak kogoś złapie w ten celownik, to
już na pewno trafie.
- Aha.
Po kilku kilometrach patrzą, a tu drogą jedzie jakiś facet na
rowerze. Baca mówi:
- A wezcie, panocku, tego clowieka w ten celownik ....
Kierowca skręcił i faktycznie rowerzysta znalazł się "w
celowniku", ale ponieważ kierowca nie chciał iść do
wiezienia, to w ostatniej chwili skręcił, aby nie trafić
rowerzysty, chwile potem baca się odzywa :
- Iiiii, kiepski ten pański celownik, gdybym nie roztworzył
drzwi to by my go nie trafili.
*
* * * *
Sprawa
w sądzie. Sędzia pyta oskarżonego - górala:
- Zawód?
- Mechooptyk.
- Co?
- Mechooptyk!
- A co pan robi?
- Optykam chałupy mchem....
*
* * * *
-
Baco, czy pokażecie nam Giewont? - pytają turyści.
- Jo. Widzita ta pierwsza górka?
- Tak.
- To nie je Giewont. A widzita ta druga górka?
- Tak.
- To tyz nie je Giewont. A widzita ta trzecia górka?
- Nie.
- To je Giewont.
*
* * * *
-
Baco, czy można tu gdzieś kupić części zamienne do
samochodu ?
- Zaraz za wioska jest ostry zakręt nad urwiskiem, a części
leżą na dole...
*
* * * *
Początkujący
narciarz pyta bace:
- Czy ten zjazd jest niebezpieczny?
- A gdzie tam, panocku, wszyscy zabijają się dopiero na dole!
*
* * * *
Rozmawiają
dwie gaŹdziny o swoich dzieciach. Jedna z nich się chwali:
- A mój Jasiek to teroz studyjuje w takim uniwersytecie, co to
się tak jako? nazywo: ugryz - nie, nie ugryz!... użarł - nie,
nie użarł... A! Już wim! UJOT!
*
* * * *
Idzie
baca do sklepu mięsnego i pyta:
- Cy jest kiełbasa?
- Jest. Beskidzka.
- Bez cego???
*
* * * *
Siedzi
góral na szczycie Rys i krzyczy:
- Hej!... Morze, nasze morze...
*
* * * *
Zepsuł
się kobiecie samochód na drodze, prosi o pomoc przechodzących
górali. Górale naprawili, ale gdy chciała im zapłacić okazało
się, ze górale wola zapłatę w naturze. Nie bardzo się to
jej podobało, ale co miała zrobić. Poprosiła ich tylko, żeby
założyli prezerwatywy bo nie chce zajść w ciąże. Górale
się zgodzili.
Na następny dzień spotykają się w knajpie wioskowej i jeden
mówi:
- Josiek zależy nam na tym żeby nie zaszła w ciążę?
- Ni.
- No to sciagamy te gumki !!
*
* * * *
Jedzie
gazda z gaŹdzina furmanka. Nagle niebo się zachmurzyło,
rozszalała się burza. Znienacka 20 metrów przed furmanka
uderzył piorun. A gazda patrzy w niebo, palec podnosi i mówi:
- Nooooooo...
Jada dalej. Po chwili następny piorun uderzył 5 metrów za
furmanka. Gazda znów podnosi palec i mówi:
- Noooooooooooooo...
Znowu jada dalej. Nagle kolejny piorun uderza w gaździnę jadącą
na furmance, a gazda zadowolony:
- No!!!
*
* * * *
Baca
był świadkiem wypadku samochodowego, poldek walnął w drzewo.
Przesłuchuje go gliniarz:
- Baco jak to bylo?
Na to baca:
- Panocku widzicie to drzewo?
- Widzę.
- A oni nie widzieli...
*
* * * *
Idzie
turysta i spotyka bacę siedzącego na hali i pasącego barany.
Turysta nie miał zegarka, podchodzi więc do bacy i pyta:
- Baco, a nie wiecie aby która jest godzina ?
Baca wziął w rękę kij i zaczął gmerać w jajach najbliższego
barana.
- A ósma dwadzieścia.
Turystę wielce zaciekawiło to nowatorskie podejście do
mierzenia czasu i poprzysiągł był sobie że wracając znowu
zapyta bacę. Jak powiedział, tak zrobił. Wracając znowu
podszedł do bacy, który nadal siedział w tym samym miejscu.
- Baco a powiedzcie ino, która teraz jest godzina?
Baca znów wziął w ręce kijek i jak poprzednio zaczął gmerać
w jajach barana, który pasł się przed nim i mówi:
- A czwarta dziesięć.
Tego już było za wiele.
- Baco a jak wy to w jajach barana czytacie, która jest
godzina?
- Jo nie w jajach cytom ino one mi zasłaniają wieżę z kościoła.
*
* * * *
Policja
podejrzewała bacę o pędzenie bimbru.
Baca oczywiście się nie przyznawał lecz Policja przeprowadziła
przeszukanie jego chaty i na strychu znaleziono sprzęt do pędzenia
bimbru.
- I co Baco teraz też się nie przyznajecie? - pyta policjant
- To moze posondzicie mnie tyz o gwołt? Sprzynt do tego tyz mom.
- odpowiedział baca :)
*
* * * *
Pytają
bacę:
- Czy te trzy dziewczynki są twoimi córkami?
Baca:
- No.
- Ale one urodziły się tego samego dnia?!
- No...
-... w odstępach piętnastominutowych!!!
- No to co?! Ja mom rower...
*
* * * *
Zmarznięty
w czasie śnieżycy turysta puka do bacówki - otwiera baca.
- Macie baco coś do jedzenia?
- Niii! - To może chociaż wrzątek macie??
- Mom... ino zimny.
*
* * * *
Pewnemu
bacy sześć razy spaliła się bacówka. Pięć razy ją
odbudowywał, ale za szóstym razem już się załamał. Stanął
nad resztkami domu, podniósł głowę i woła do nieba:
- Panie Boże! Za jakie grzechy ?!
Na to głos z nieba:
- Oj nie za żadne grzechy, nie za grzechy. Tylko cosik ja Cię
chyba Józek nie lubię...
*
* * * *
Idzie
dwóch baców koło sklepu spożywczego...
- Baco! Wiejejmy stąd ino żywo!!!
- A czemusz to!?
- Bo tu piszą "Dżemy jaja!!!'
*
* * * *
Bacowa
budzi swojego męża w środku nocy.
- Antoś, pchła mi chodzi po plecach, złap ja i zabij.
- Zapal światło - doradza zaspany baca. - Jak cię zobaczy, to
sama zdechnie ze strachu.
*
* * * *
Dwóch
górali: mały i duży sikają na mur. Mały strasznie mrugo
ocami.
Widząc to drugi pyto:
-Co tak mrugos?
-Bo mi do ocu prysko!
*
* * * *
Na
ostry dyżur przywożą górala ciężko pobitego, a ten na
noszach zwija się ze śmiechu. Lekarz pyta:
- I z czego się pan tak śmieje? Szczęka złamana, cztery żebra
też, oko wybite?
Góral na to:
- Ja to nic, ale Jontek ma dzisiaj noc poślubna a ja mam jego
jaja w kieszeni!
*
* * * *
Baca
przyjechał do Warszawy. Myśli sobie: "psejode się
tromwojem".
Idzie do kiosku i gada:
- Poproszę bilet na tromwaj. Mijsce konicnie sidzonce.
*
* * * *
Siedzi
baca przed chałupą i pierze w misce kota. Przechodzi turysta i
słysząc
straszne piski próbuje zaprotestować:
- Baco, co robicie ?!
- ano kota piere - rzecze baca
- ale baco, kotów się nie pierze!
- piere się piere.
Nie przekonawszy bacy, turysta wybrał się w dalszą drogę.
Kiedy wracał po kilku
godzinach zobaczył bacę i leżącego obok zdechłego kota.
Pokiwał głową i mówi:
- a mówiłem, że kotów się nie pierze?
- piere się piere ino nie wyżyma...
*
* * * *
Ten
sam turysta w następne wakacje zachodzi w deszczu do bacówki,
baca gościnnie częstuje go gorącą strawą, turysta zajadając
spostrzega że do talerza leci mu z góry woda...
- Baco dach ci przecieka.
- Wim...
- To dlaczego nie naprawisz??
- Ni mogę, przecież dysc pada.
- To dlaczego nie naprawisz kiedy nie pada??
- A bo wtedy nie cieknie...
*
* * * *
Pijany
góral wraca z wesela i zaczyna się rozbierać.
- Maryna, pomóż bo ni mogę kosuli sciongnoć - prosi żonę.
Ta podchodzi i załamuje ręce.
- Jezusicku, Jendrek, psecie ty mas ciupaskę w plecach!
*
* * * *
Baca
słyszy krzyki z podwórka:
- Czego tam?
- Bacoooo! Potrzebujecie drewna?
- Nieeee! Przecie mom!
Rano baca budzi się, wychodzi na podwórko, patrzy:
- O kur.*! Gdzie moje drewno?!
*
* * * *
Zapisują
bacę do Partii. Sprawdzają życiorys.
- No a jak to było po wojnie? Byliście w jakiejś bandzie?
- Ni, ta bydzie pirsa.
*
* * * *
Przychodzi
turysta do bacy i pyta:
- Baco, macie jakiś pokój do wynajęcia?
- Mom.
- Za ile?
- Dwiście.
- Baco! Za tyle? To bardzo drogo!
- Panocku ale tu jest piknie.
- No dobra baco, ale musi tu być spokój i żadnych dzieci.
- Tu nimo żadnych dzieci.
Turysta idzie spać. Rano o godz. 5 - rumor, wrzask, z poddasza
wypada czereda dzieci. Wrzeszczą, wywracają meble itp.
Turysta zwleka się z wyra (przekrwione oczy itp.) i zaspanym głosem
mówi do bacy:
- Baco, baco, tu nie miało być żadnych dzieci!
- Dzieci? To są skurwysyny, a nie dzieci!
*
* * * *
Idzie
turysta po szlaku i nagle słyszy:
- Ło Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!!!
Biegnie, patrzy a tu baca siedzi na pieńku, obok wbita siekiera
i:
- Ło Jezu, Jezu, Jezu!
Turysta: Baco! Baco co wam się stało?!
Baca: Mnie? Nic. Ło Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu!!!
T: A może komuś w waszej rodzinie?
B: Mojej? Ni. Ło Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!!
T: No to co tak lamentujecie?
B: Ło Jezu, jak mi się robić nie chce!
*
* * * *
Zapisują
bacę do spółdzielni produkcyjnej.
- Dacie krowę do spółdzielni?
- Dom.
- Dacie konia do spółdzielni?
- Dom.
- Dacie owce do spółdzielni?
- Nie dom.
- Dlaczego?
- Bo mom.
*
* * * *
Idzie
sobie baca i ciągnie na sznurku zegarek. Przechodzący turysta
pyta zdziwiony:
- A co to baco, zegarek na sznurku ciągniecie?
- Ja go wreszcie nauczę chodzić!
*
* * * *
Nad
Morskim Okiem siedzi stary gazda. Przechodzący turyści
pozdrawiają go i pytają:
- Co tu robicie?
- Łowię pstrągi.
- Przecież nie macie wędki.
- Pstrągi łowi się na lusterko.
- W jaki sposób?
- To moja tajemnica. Ale jeśli dostanę flaszkę, to ją wam
zdradzę.
Turyści wrócili do schroniska, kupili butelkę wódki i zanieśli
ją gaździe. On tłumaczy...
- Wkładam lusterko do wody, a kiedy pstrąg podpływa i zaczyna
się przeglądać, to ja go kamieniem i już jest mój...
- Ciekawe... A ile już tych pstrągów złowiliście?
- Jeszcze ani jednego, ale mam z pięć flaszek dziennie...
*
* * * *
Turysta
spał u bacy. Rano budzi się i drapie. Widząc to baca pyta:
- Cóż to panocku, wsiura was ugryzła?
- Nie, w plecy.
*
* * * *
-
Baco! To gówno to ludzkie czy zwierzęce?
- To? Ludzkie.
- A po czym poznajecie?
- A bo to moje.
*
* * * *
Dwóch
górali postanowiło sprawdzić ile ludzi jest w knajpie w Żywcu.
Uradzili, że jeden będzie wyrzucał gości, a drugi liczył.
Tak tez zrobili. Słychać brzęk tłuczonego szkła, okrzyk
"O Jezu" a góral liczy:
- Roz,
Znowu okrzyk i:
- Dwa
W pewnym momencie brzęk i wylatujący mówi:
- Teroz nie licz bo to jo.
*
* * * *
Idzie
góralka brzegiem strumienia, a po drugiej stronie chłopaki.
- Ej Maryś, pójdź do nas!
- Nie pójdę bo mnie zgwałcicie!
- Ej, nie zgwałcimy!
- To po co ja tam pójdę?
*
* * * *
Przychodzi
Baca do ubikacji. Czeka, czeka, wszystkie kabiny zamknięte.
Zniecierpliwiony, zapytuje:
- Je tam kto?
W odpowiedzi dochodzi go zduszony głos:
- Tu się ni je, tu się sro!
*
* * * *
Przychodzi
baca do kolegi chirurga i mówi:
- Wiesz Kazik pomóż, mam brzydką żonę! WeŹ ty jej zrób
jakąś operacje!
- Ja nie dam rady, ale pogadam z doktorami w Krakowie może się
da, ale to będzie kosztować z jakieś dziesięć tysięcy.
Spotykają się po dwóch tygodniach. Mówi lekarz Kazik:
- Tak jak mówiłem, da się załatwić, ino dziesięć patyków
przynieś.
- A wiesz Kazik, już nie trzeba, gajowy zgodził się za pięć
stówek odstrzelić.
*
* * * *
Siedzi
baca na drzewie i śpiewa. Przechodzi turysta.
- Baco, spadniecie, na drzewie się nie śpiewa.
- Nie spadnę.
Za godzinę wraca turysta, patrzy, a pod drzewem leży baca.
- A mówiłem wam, baco - nie śpiewa się na drzewie.
- Śpiwo się, śpiwo, ino się nie tańcy.
*
* * * *
Dwóch
juhasów znalazło jeża i kłócą się o nazwę tego
zwierzaka:
- To je iglok!
- To je spilok!
Przechodził tamtędy stary baca i usłyszał sprzeczkę.
Podszedł i zawyrokował:
- To nie je ani iglok, ani spilok. To je kolcok!
*
* * * *
Policjant
zatrzymuje bacę jadącego furmanką.
- Baco, co wieziecie?
Baca nachyla się i szepcze:
- Siano.
- Czemu tak cicho mówicie?
- Żeby koń nie usłyszał!
*
* * * *
Pewien
turysta zabłądził w górach, tracił już nadzieję, gdy
zobaczył jakieś światła, a dalej góralską chałupę.
- Jestem uratowany - zapłacę im - dadzą mi coś zjeść,
napoją mnie, przenocują..." - pomyślał turysta i wszedł
do środka. Patrzy, a na zapiecku leżą nieruchomo Bacowa i
Baca.
- Dobry wieczór, zabłądziłem, jestem głodny, chce mi się
pić, zapłacę wam" - powiedział turysta.
...Cisza
- Chciałbym coś zjeść - jestem głodny" - powtórzył.
...Cisza
Zdegustowany brakiem reakcji Bacy i Bacowej, wziął to co leżało
na stole i zjadł.
- "CHCIAŁBYM SIę CZEGOŚ NAPIĆ" - powiedział, już
zdenerwowany, turysta.
Gdy po raz kolejny odpowiedziała mu cisza - wypił co było na
stole, przeleciał Bacową i wychodząc rzekł:
- Co za popieprzeni ludzie!".
W bacówce ciągle CISZA, gdy w pewnym momencie Bacowa nie
wytrzymała i kichnęła. Baca na to:
- Przegrałaś - gasisz światło
*
* * * *
Spotyka
się w knajpie dwóch górali, a ponieważ jeden z nich niedawno
się ożenił, to drugi pyta się go jak mu poszło w noc poślubna.
- Ano, Stasiu, normalnie. Jak weszliśmy do sypialni to się
rozebrałem, żeby se psiakrew nie pomyślała, że się jej
wstydzę. Potem dałem jej w gębę, żeby sobie nie pomyślała,
że jej się boję. Na sam koniec sam się zaspokoiłem, żeby
se psiakrew nie pomyślała, że jej potrzebuję.
*
* * * *
Siedzi
baca na skale i liczy:
- 121, 121, 121...
Przechodzi turysta i pyta się:
- Co tak liczycie baco?
Baca strąca turystę że skały i liczy dalej:
- 122, 122, 122...
*
* * * *
Idzie
sobie dwóch górali przez Zakopane do domu, a mieszkali na Gubałówce.
Przechodzą obok torów kolejowych i zobaczyli tam ruskie
cysterny. Nie znali ruskich literek, ale tak im jako¶ zajeżdżało
alkoholem... Napili się... Poszli później do domów... Rano
do jednego z nich dzwoni telefon
- Co jest?- mówi baca podnosząc słuchawkę
Po drugiej stronie był drugi baca z zeszło nocnej imprezy:
- Baco, sraliście? - pyta ten drugi
- Nie.
- To niesrajta, bo jo z Londynu dzwonię...
*
* * * *
Turysta
do bacy:
- Ile kosztuje ten pies??
- Sto milionów.
- Przecież nikt go nie kupi.
Po pewnym czasie turysta do bacy:
- Sprzedaliście psa??
- Tak. Za dwa koty po 50 milionów...
*
* * * *
Sędzia
do górala:
- Ile macie dochodów?
- Wysoki sądzie, do chodów to ja mom dwie nogi, ale obie
kipskie.
*
* * * *
Gazdowska
rozmowa.
- Staszek, cy twoj konicek kurzy fajkę?
- Nie.
- No, to ci się szopa pali.
*
* * * *
-
Baco, co robicie?
- Uwozom!
- Na co?
- Cobyk nie spod!
*
* * * *
W
Morskim Oku w przerębli kąpie się baca.
- Baco, nie zimno wam? - pytają się turysci.
- Ni.
- Ciepło?
- Ni.
- A jak wam jest?
- Jędzej.
*
* * * *
Wchodzi
baca do sklepu i nie zamyka drzwi.
- Baco, drzwi w domu nie macie? - Krzyczy na niego
sprzedawczyni.
- Mom, i taką cholerę jak wy, tyz mom.
*
* * * *
Turysta
pyta się górala:
- Baco czemu ciągniecie ten łańcuch?
- A co, mam go pchać?
*
* * * *
Spotyka
się dwóch górali wysoko w górach.
- Baco, wełna drożeje!
- A kto tak powiedział?
- Wałęsa.
- A gdzie on pasie?
*
* * * *
Góral
przyprowadził swoja żonę będącą w ciąży na badania
okresowe. Lekarz zbadał gaździnę, przyjął honorarium, pożegnał.
Do gabinetu wchodzi mąż i pyta o zdrowie żony. Lekarz
odpowiada:
- No cóż, u waszej żony jest ciąża pozamaciczna.
Chłop zbladł i nerwowo sięga po portfel.
- Nie trzeba, gazdo, żona już płaciła.
- Panie doktorze, macie tu 100 tysięcy, i nie mówcie nikomu,
że pozamaciczna, bo jeszcze chłopy mnie wyśmieją, żem nie
trafił tam, gdzie trzeba.
*
* * * *
Przychodzi
hanys do sklepu w Warszawiie i pyta:
- Czy są fafkulce?
Ekspedientka nie kumata mówi:
- Nie ma
Na to hanys:
- To poprosza fa f spray'u
|