|
Komputerowa zaraza
Choroba ta zaczyna się od chwili przyniesienia do domu małego
kartonowego pudełka. Zapadają na nią wszyscy od kilkulatków
do osób w złotym wieku. Bakcyl atakuje powoli, lecz nieubłaganie.
Podobnie jak na AIDS, nie ma na niego skutecznej szczepionki.
Najbardziej na skutki narażona jest rodzina chorego.
Mowa oczywiście o zarazku homeus computerus multus godzinus
wysiadywantis, czyli manii wysiadywania przed ekranem. Efekty
tej choroby są żałosne, ale tylko do czasu...
Na początku (gdy chory jeszcze nic nie wie o komputerach)
wszystko pozornie wygląda normalnie. W rzeczywistości zżera
go jednak ciekawość i stara się złapać choć trochę czasu
na sprawdzenie swoich (i komputera) możliwości. Do tego celu
najlepiej nadają się noce, podczas których chory czuje się
swobodniej (nie jest napastowany przez rodzinę). W efekcie
zarywania nocy przesuwa się pora rannego wstawania, chory jest
coraz bardziej zmęczony o poranku. Pomimo to stara się spędzać
każdą chwilę czasu ze swoim pudełkiem.
Pierwsze objawy
Za pierwszy charakterystyczny objaw należy uznać manię
zbierania wszelakiego rodzaju oprogramowania i chęć jego uporządkowania
według szeregu kluczy. Ten okres mnożenia się wirusa można
poznać po ekranie - jeśli występuje w nim słowo COPY oznacza
to, że chory przechodzi wymienione stadium choroby. W tym
momencie rodzina powinna sobie powiedzieć, że klamka zapadła
i nie ma szans na wyciągnięcie ojca, męża czy syna z
omawianego choróbska. Wszelkie próby są od razu skazane na
niepowodzenie. Zarażony spędza coraz więcej czasu na
nieefektywnym wykorzystywaniu komputera do celów duplikacyjnych.
Jako objaw drugi występuje nierównomierny podział głodowego
(czytaj: pensji) na potrzeby komputera i rodziny. W fazie wstępnej
duża ilość pieniędzy jest przeznaczana na magazyny i
literaturę o tematyce komputerowej. Chory pochłania omawiane
magazyny utwierdzając się w pojęciu, iż jego systemikowi
bardzo dużo jeszcze brakuje. Od tej chwili rodzina może liczyć
się z dużymi i nieproduktywnymi wydatkami (w większości
wypadków), co jest najlepszym dowodem, że chory wszedł w
drugie stadium wirusa.
Po wydaniu kilku milionów złotych w przeciągu tygodnia
zarażony dochodzi do wniosku, że ma to czego potrzebował i
czas zabrać się do pracy. Praca ta polega głównie na
gromadzeniu dużej liczby programów i przenoszeniu ich z
dyskietki na dyskietkę bądź z kasety na kasetę. Kilka
segregatorów zapisanych maczkiem to zebrane instrukcje obsługi.
Magazyny komputerowe leżą wszędzie tworząc uroczy bałaganik
w izolatce chorego. Za najcięższe przewinienie chory uważa
wyrzucenie kawałka papieru, na którym jest zapisany fragment
programu dłuższy niż dwie linie.
Nieuleczalne zmiany
Podczas badań zwrócono uwagę na fakt, iż chory unika
kontaktu z rodziną, która od jakiegoś okresu czasu zaczyna mu
zawadzać. Za najbardziej udany i najlepiej spożytkowany czas
chory uważa tydzień spędzony przed ekranem, którego trwałym
wynikiem jest zielony (od monitora zapewne) kolor twarzy
pacjenta. Ponieważ wirus atakuje różne płaty mózgu, w nocy
może wystąpić drganie palców podobne do wstukiwania danych.
Charakterystyczne jest silne drgnięcie symbolizujące wciskanie
klawisza ENTER bądĽ RETURN. Praca zawodowa powoli schodzi na
drugi plan i chory coraz częściej się spóĽnia do pracy,
bierze dni wolne, a soboty i niedziele spędza prawie wyłącznie
na giełdach, głównie jako klient. Do rzeczy najgorszych chory
zalicza natomiast proszone obiadki, spacerki rodzinne, wizyty u
bliskich i inne temu podobne obrzydlistwa, stanowiące (jego
zdaniem) najgorszy przykład, jak można cenny czas marnotrawić.
Perswazja w tym kierunku na nic się nie zda i pogarsza jeszcze
stan i zacięcie chorego. We wszelkich dyskusjach poświęconych
komputerom chory usiłuje zająć stanowisko eksperta i wychwalać
pod niebiosa własny sprzęt wyśmiewając każdy inny. Jego ton
staje się przy tym wyjątkowo twardy i nie znoszący sprzeciwu.
Należy wtedy czym prędzej usunąć wszystkie mocniejsze
argumenty ze stołu i okolic (noże, butelki, dubeltówkę ze ściany,
walający się pod szafą pancerfaust, itp.).
Przedostatnie stadium choroby
Występuje zwykle mniej więcej po 24 miesiącach. Zarażony
zaczyna odczuwać własną wartość, choć otoczenie traktuje
go z pewną podejrzliwością. Teraz następuje przełomowy etap
choroby: albo komputery staną się pasją i będą przynosiły
stały dochód, albo będzie to pasja, do której rodzina będzie
dokładać.
Najpierw chory zdobywa powoli uznanie i opinię fachowca.
Przychodzą doń sąsiedzi z pytaniami "Co kupić?",
"Czy ten program jest dobry?", "Panie Bucefale,
pomógłby pan podłączyć komputer pociotkowi
szwagra...". Chorego coraz częściej nie ma w domu, za to
coraz częściej przynosi dyskietki, kawy, torty i drobne
podarunki od wdzięcznych klientów. Przez mieszkanie przewala
się ciżba ludzi zupełnie nieznanych żonie i domownikom.
Ponieważ goście razem z mężem nadają w kodzie maszynowym,
trudno jest zrozumieć, o co im bliżej idzie. Mąż bardziej
ceni dyskietki od nowych butów czy kurtki - staje się powoli
abnegatem wywalając wszystkie pieniądze na komputery,
komputery, komputery...
Z punktu widzenia połowicy (homeus computerus jest wirusem
atakującym przede wszystkim płeć męską) choroba ta ma swoje
plusy i minusy. Do plusów zalicza żona fakt, iż małżonek
widzi wyłącznie komputery, dyskietki, programy i cały ten chłam,
nie dostrzega on natomiast, że mieszkająca naprzeciwko
Kargulena Majtadas zmieniła koafiurę. Minusem bezwzględnym
jest z kolei absolutne posłuszeństwo komputera (można go wyłączyć
w każdym momencie), co też małżonek często usiłuje zrobić
z żoną.
Doskonałe wyniki leczenia daje terapia klinus wazelinus
wbijantus polegająca na przyswojeniu przez żonę dwóch
niezbijalnych prawd: "komputer małżonka jest
NAJLEPSZY" oraz "małżonek jest NAJLEPSZYM specem od
komputerów". W niektórych przypadkach terapia doprowadziła
nawet do tego, że małżonek zamiast kolejnej dyskietki kupował
połowicy kwiaty!!!
Ostatnie stadium
Jest dość burzliwe i gwałtowne, ale z punktu widzenia
rodziny także korzystne. Zarażony zaczyna przyglądać się
sobie i warunkom, w jakich żyje wraz z rodziną. Praca, która
wcześniej była jego marzeniem, już nie wystarcza - szuka on
większej ilości pieniędzy i wie, że może je za swoją z
trudem nabytą wiedzę uzyskać. Infekcja zaczyna procentować,
choć od chwili zarażenia minęło parę lat.
Pierwszy zwiastun zmian, to wymiana sprzętu najczęściej na
zgodny z IBM. Jednocześnie zachodzą duże zmiany w osobowości.
Wypowiedzi robią się bardziej stonowane, reakcje są coraz łagodniejsze.
Stosy literatury powoli nikną, ponieważ kilkuletnie doświadczenie
i praktyka wpoiły podstawy jako odruchy bezwarunkowe. Następuje
zmierzch gier komputerowych, rozpoczyna się za to opracowywanie
programów i systemów komputerowych, co po jakimś czasie
przynosi dochody całkiem wymierne (wyrażane obecnie w
milionach). Zakład pracy, w którym chory jest zatrudniony, może
mieć teraz z niego bardzo dużo pożytku pod warunkiem
zapewnienia mu dostępu do odpowiedniego zestawu i jakiejkolwiek
rozsądnej pensji. Programy pisane przez zarażonego są coraz
lepsze i nawet DZIAŁAJĄ, obejmując zwykle całość problemu.
Ponieważ chory nie jest dusigroszem, konserwacja oprogramowania
i wszelkie zmiany są wprowadzane za darmo, co przynosi
dodatkowy zysk firmie. Jeśli przedsiębiorstwo umie powiązać
wzrost jakości oprogramowania ze wzrostem wynagrodzenia, to
stan taki trwa do emerytury. Choć czasu dla rodziny nadal nie
ma zbyt dużo, to jednak i to poprawia się z miesiąca na miesiąc.
Nie myśl Czytelniku, że droga ta jest łatwa do przejścia
i zawsze się w ten sposób kończy. Niektórzy rzeczywiście
dzięki sile woli i uporczywej pracy dochodzą do ostatniego
stadium, lecz jest to niewielki odsetek zarażonych. Część z
nich wynosi się już w początkowych stadiach choroby na giełdę,
gdzie handlują wszystkim, co możliwe. Niestety na dłuższą
metę jest to uciążliwe a i minima socjalne (ZUS, emerytura) są
co najmniej dyskusyjne.
Ci wszyscy, którzy przeszli przez sito mają zapewnioną
egzystencję na całkiem przyzwoitym poziomie. Pracodawcy
poszukują ludzi znających (choćby tylko z PRAKTYCZNEJ strony)
komputery i zasady posługiwania się nimi. Jeśli na dodatek
osobnik taki zna kilka języków programowania, jego szanse na
zdobycie ciekawej pracy są o niebo większe od szans pozostałych.
Praca wiąże się z pewną dozą luzów pozostawiając margines
czasu na inne zajęcia: można w tym czasie spożytkować w
jakikolwiek inny sposób nabytą wiedzę.
Nie należy sądzić, że wystarczy do tego dogłębna
znajomość BASIC-a i jednego komputera. Im więcej komputerów
poznasz, tym lepiej dla Ciebie. Za języki programowania o
pewnej przyszłości uważa się przede wszystkim C, Pascala, Adę
i oczywiście asembler. Cała choroba trwa zwykle około 6 lat
czasu. Po tym okresie i Ty zostaniesz Indianinem, czego Ci
serdecznie życzę.
Powrót
|